|
|
|
Pieniądze nie są
najważniejszą rzeczą w życiu,
ale wydają się mieć wpływ na wszystko, co jest ważne!
W pierwszym tygodniu zagraliśmy w Cashflow
cztery razy. Gra już się spłaciła i oczekujemy, że spłaci się jeszcze
co najmniej 50 razy w czasie następnych pięciu lat. Książki „Bogaty
ojciec, Biedny ojciec” i „Kwadrant przepływu pieniędzy” są wspaniałe,
ale gra po ich przeczytaniu jest naprawdę rewelacją.
Randy Given,
Manchester, CT USA
Wraz z żoną zostaliśmy niedawno zaproszeni na grę w Cashflow. Zanim
doszło do gry, przeczytałem „Bogatego ojca, Biednego ojca”, ale dopiero
w grze zauważyłem wiele z tego, o czym napisano w książce. Obecnie
inwestuję i myślę o pieniądzach w inny sposób.
Jeff Morgan,
Dallas, Texas USA
Gramy w tę
grę przez ostatnie pięć miesięcy i każdy, z kim graliśmy, dzwonił do
mnie następnego dnia, aby podzielić się przeżyciami z gry i tym - jak
zmieniła jego spojrzenie na pieniądze.
Jon
Hallingstad, Allentown, PA USA
Gra
Cashflow daje nam tyle przyjemności, że przeznaczamy na nią czas w
każdy weekend. Nasza 11-letnia córka błaga nas, abyśmy grali wieczorami
nawet w tygodniu. W ostatniej grze pobiła nas obojga, ale skończyła
płacząc, gdyż wygrała, osiągając wymaganą ilość przepływu pieniężnego,
a chciała wygrać, wykupując swoje marzenie. Dziękujemy za stworzenie
tak wspaniałej gry i narzędzia dydaktycznego.
Robin Yount,
Fremont, CA USA
NAUCZYCIELE, BĘDZIECIE UWIELBIALI CASHFLOW 101! Czy chcielibyście, aby
wasi uczniowie błagali was, że chcą się uczyć na temat zestawienia
finansowego, zestawienia bilansowego i inwestycji? Jeśli tak, musicie
mieć w klasie Cashflow 101. Bądźcie jednak ostrożni i odpowiednio
umotywujcie używanie tej pomocy dydaktycznej, aby nie posądzono was o
zaniedbania w innych zadaniach.
Dave Stephens,
Indianapolis, Indiana USA
Skończyłem
studia menedżerskie MBA i nigdy nie myślałem, że będę musiał być uczony
finansowego alfabetu. Byłem zdumiony tym, jak bardzo nasza kultura
wpoiła nam, że bycie bogatym oznacza posiadanie dużego przychodu.
Dzięki Cashflow byłem w stanie zmienić swój paradygmat: zamiast
zarabiać więcej pieniędzy, wpływam na moje aktywa, aby intensywniej
pracowały na mnie. Wraz żoną zawsze żartujemy sobie na temat
nieprzewidzianych wydatków, gdy kusi nas zakup czegoś, co pochłonie
naszą gotówkę. Dziękuję za zapoznanie nas z grą.
George Tran,
Oregon USA
Zanim
zacząłem grać w Cashflow byłem już prawie zdecydowany na to, że nie
chcę już więcej pracować i chcę zaprząc do pracy moje pieniądze. Grając
w Cashflow, dostrzegłem jak rzeczywiście tego dokonać, co poszerzyło
moje spojrzenie na generowanie przepływu pieniężnego. Dostrzegłem to,
czego nie widziałem dotychczas. Obecnie mam o wiele lepsze dochody z
moich inwestycji.
Chantal Roche,
California USA
Nasz syn,
który kończy w maju studia, nie miał najmniejszego pojęcia, co będzie
robił po uzyskaniu dyplomu. Podczas wakacji zimowych grał w Cashflow z
całą rodziną, a następnie zabrał grę do akademika, aby pograć z
kolegami. Stwierdził, że po grze w Cashflow podjął już decyzje i wie
teraz, co będzie robił po otrzymaniu dyplomu. Po zagraniu w Cashflow
wszystko stało się dla niego jasne i wreszcie dostrzegł swoją drogę
życiową.
David Bradshaw,
Louisiana USA
Porada inwestycyjna od bogatego ojca
Jeżeli chcesz otrzymać maila z bezpłatną poradą finansową bogatego ojca wpisz tu swój adres e-mail i imię.
Otrzymasz dzięki temu kilka porad przez e-mail.
|
Zamkniecie
Zanim
zagrałem w Cashflow, jedyną metodą zarabiania pieniędzy, jaką znałem,
było pracowanie za pieniądze. Inwestowanie było dla mnie czymś, co
robią tylko bogaci. Wkrótce będę miał więcej z moich zainwestowanych
pieniędzy aniżeli z mojej pracy. To jest wspaniałe. Dziękuję.
Bill Jacobs,
Georgia USA
Zagraliśmy
w grę z dwoma naszymi nastoletnimi synami. Zmieniła ona w całej naszej
rodzinie świadomość związaną z pieniędzmi. Nasze rozmowy związane z
pieniędzmi nie wywołują już sporów, które nas dzieliły. Teraz są to
sensowne dyskusje, które nas zbliżają.
Donna Myers,
Utah USA

Myśl jest twórcza!
Czy przyszło Wam to kiedyś do głowy? A
myśl wypowiedziana! Ho, ho ho! Jaką ta ma moc! Wyszło to w grze
Cashflow.
Komplet
graczy zasiada przy stole. Tak się złożyło, że dwoje z nich - to
małżeństwo. Siadają obok siebie. Gra się toczy, a żona „rodzi” pierwsze
dziecko. Komentuje to tymi słowami, zwracając się do męża: „Ja rodzę
dzieci, a Ty zarabiasz pieniądze”.
Mąż
„robi kasę”, a żona rodzi kolejne dziecko. Mąż buduje kolumnę aktywów,
a żona traci pracę. Mąż wychodzi z „wyścigu szczurów”, a żona - po raz
piąty w grze (rekord w moim Klubie Cashflow!) traci pracę. Oczywiście
ma komplet trojga dzieci.
Żona znudzona patrzy, jak mąż obraca
setkami tysięcy dolarów. Ma trochę dość tego, czego doświadcza w grze:
brak pieniędzy, „długi po uszy”, malutki przepływ pieniężny, gromadka
wołająca: „chcę jeść” „chcę się bawić” „chcę spać”.
Nagle
pada propozycja: „Może zamienimy się miejscami?” (wiadomo, kto wpada na
ten pomysł...). Wszyscy gracze się zgadzają.
Żona jest teraz na „szybkim torze”, mąż
znów w wyścigu. Mąż buduje kolumnę aktywów, a żona? Jednym rzutem
kostek traci całą gotówkę... (kto grał, ten wie, na jakim polu stanął
jej szczurek).
Jaki
jest wniosek z tej partii gry?
Dziewczyny,
uważajcie o czym myślicie i co głośno wypowiadacie! To Wy tworzycie
swoją rzeczywistość i to od Was zależy, czy wykorzystacie tę moc, aby:
stać się kurami domowymi lub kobietami biznesu!
Ja wybrałam tę drugą opcję.

Długo czekałem na
polską wersję Cashflow,
ale dzisiaj już wiem, że warto było być cierpliwym. Od
momentu, gdy przeczytałem pierwszą książkę Roberta Kiyosaki, a było to
w listopadzie 2000r., próbowałem sobie wyobrazić, na czym polega
unikalność tej gry i skąd tyle szumu na jej temat. Na początku
myślałem, że to takie zwykłe komercyjne zamieszanie. Jednak ciekawość
zagrania wciąż gdzieś tam we mnie siedziała.
Dostałem
ją na początku maja 2003r. Był to środek tygodnia i mój prywatny
„wyścig szczurów” (prowadzę mały biznes) kazał mi czekać aż do weekendu.
Wreszcie
w sobotni wieczór zasiedliśmy do gry wraz żoną i synami (16 i 17 lat).
Wylosowałem zawód sekretarki i - patrząc na przepływ pieniężny - od
razu sobie pomyślałem, że wiele tu nie zdziałam.
Ponieważ
od lat prowadzę biznes, mimo wylosowanego zawodu, raczej nie myślałem w
kategoriach sekretarki. Martwił mnie jedynie jej niski przepływ
pieniężny. Wiedziałem też, że reszta zależy od moich decyzji w grze
(przydało się doświadczenie z biznesu). Wyciągając karty „Okazji”
(„Małej transakcji”) widziałem, że stworzenie przychodu pasywnego przy
pomocy zakupionej nieruchomości jest na razie nieosiągalne. Pierwszym
zadaniem było więc skupowanie tanich akcji i sprzedawanie ich, gdy były
droższe. W ten sposób powoli rosła kupka z gotówką. Wreszcie, po
którymś okrążeniu koła „wyścigu szczurów”, byłem w stanie kupić
pierwszą nieruchomość pod wynajem i zacząłem budować swój przychód
pasywny. W międzyczasie, po wykonaniu kolejnych ruchów swoim czerwonym
szczurkiem, byłem tak skupiony na wyciągniętej karcie z okazją, że nie
zauważyłem, iż minąłem pole „Wypłata”, czyli należała mi się kolejna
gotówka. Dwa czy trzy razy straciłem więc wypłatę sekretarki. Ponieważ
wszyscy znali zasady gry, wiedzieli, że w ich interesie nie leży
przypominanie mi o tym, co zapomniałem: „Jak się etatowy pracowniku nie
potrafisz upomnieć o swoje pieniądze, to ich nie dostaniesz”. Ponieważ
jednak wszyscy mieli takie „okresowe zaniki pamięci”, proporcja
straconych wypłat mniej więcej trzymała się na tym samym poziomie.
Miałem
też to szczęście, że nie trafiło mi się żadne dziecko, a wiadomo, że
można ich mieć aż troje i z każdym z nich związane są określone koszty,
których nie można się pozbyć poprzez ich spłatę. W odróżnieniu od
reszty graczy, nie trafiło mi się też ani razu lądowanie na polu, na
którym tracisz pracę. Podobnie jak w życiu, tak i w grze, jest to jedno
z najboleśniejszych doświadczeń i trzeba się potem nieźle starać, aby
dojść do pozycji, którą już mieliśmy. Młodszemu z naszych synów
przypadło dwa razy wylądować na polu z dzieckiem. Gdy stało się to
drugi raz i już skorygował swoją kartę gracza, uwzględniając koszty
związane z kolejnym dzieckiem, widząc, co się stało z jego przepływem
pieniężnym, wykrzyknął: „Ale te dzieciaki ciągną!”. Ja skwitowałem
tylko: „No widzisz, podobnie jak w życiu”. Jego komentarz był wynikiem
„nagłego olśnienia” i jestem pewien, że od tego momentu będzie już
pamiętał, czym grożą nieplanowane przypadki.
Nagle
na jednej z kart „Wielkiej transakcji” wyciągnąłem biznes, który daje
2700 $ przepływu pieniężnego. Mając małe koszty, od razu przerzuciło
mnie to na „szybki tor”. Spojrzałem na zegarek. Minęło dokładnie
półtorej godziny od startu. Byłem z siebie dumny. Może nawet nazbyt
dumny, gdyż źle przeliczyłem swój nowy przepływ pieniężny i zamiast
pomnożyć go przez 100, pomnożyłem przez 10. Teraz na „szybkim torze”
przypływ gotówki był jednak tak duży w stosunku do „wyścigu szczurów”,
że nawet nie pomyślałem, że te 27 tys. dolarów jest śmiesznie małą
sumą. Skrzętnie zbierałem gotówkę na zakup pierwszego biznesu, na jaki
będzie mnie stać. Kiedy już miałem znaczącą sumę, trafiła mi się
rozprawa w sądzie i straciłem połowę gotówki. W tym czasie na „szybki
tor” wszedł młodszy syn i poprosił bankiera, którym była moja żona, o
wypłatę ponad 330 tysięcy dolarów. Coś mnie tknęło i spytałem:
„A skąd u ciebie taki przepływ pieniężny?”. „Jak to skąd”
- spytał. „Uzyskałem w „wyścigu szczurów” 3300, a teraz pomnożyłem to
przez 100”. I wtedy mnie oświeciło. Ponieważ wiedziałem, że na „szybkim
torze”, czyli gdy jestem już bogaty, nigdy nie tracę tego, co mi się
należy, poprosiłem bankiera o wypłacenie zaległości. Dostałem ponad
milion i natychmiast dotarło do mnie, że mogłem już dawno wygrać.
Mogłem zażądać swoich pieniędzy, ale przecież nie mogłem cofnąć gry.
Każdy już był o wiele dalej niż wtedy, gdy zaczynałem na „szybkim
torze”. Miałem swoje pieniądze, ale nie mogłem cofnąć czasu, który
zmarnowałem przez swoją nieuwagę. W dodatku, jak na złość, wciąż
lądowałem na różowych polach marzeń (ale nie na swoim marzeniu) i nie
miałem okazji na dokonanie transakcji kupna biznesu, choć w ręku miałem
już ponad półtora miliona dolarów. Obaj nasi synowie nie tracili jednak
czasu. Młodszy budował sobie już przepływ pieniężny, wykupując mi przed
nosem biznesy, a starszy też już był na „szybkim torze”. Tylko moja
żona, mając zawód pilota linii lotniczych (chyba najgorszy zawód jaki
może się komuś trafić w Cashflow), nie mogła sobie poradzić z wysokimi
kosztami, a na dodatek trafiło się jej tyle samo dzieci, ile miała
naprawdę w domu. (Czyżby rzeczywistość odzwierciedlona w grze?)
Nagle,
w kolejnym moim ruchu, wylądowałem na polu firmy, która miała 50 tys.
przepływu pieniężnego, a więc jednym zakupem zdołałem spełnić warunek
wygranej w Cashflow. Już się czułem zwycięzcą i w zapomnienie puściłem
błąd, jaki popełniłem przy początkowym obliczeniu wypłaty związanej z
Cashflow Day. W momencie, gdy już chciałem ogłosić, że wszyscy mają się
ustawić w kolejce do złożenia mi gratulacji („Pamiętajcie, kto tu jest
bossem” - dudniła mi głowie pozycja przywódcy stada), mój młodszy syn,
który skończył w tym momencie obliczenia po dokonaniu kolejnego zakupu
oświadczył, że właśnie przekroczył wymagane 50 tysięcy dolarów
przychodu pasywnego. No nie, tego się nie spodziewałem. Gdy myślałem o
swojej pozycji w grze, w głowie zaświtało mi tylko stare powiedzenie:
„Tak dobrze żarł i zdechł”.
No,
cóż. Musiałem uznać zwycięstwo młodszego syna, gdyż kupił biznes przed
moją kolejką. Ja po prostu nie powinienem się wyrywać, dopóki on nie
skończy. No, ale to wyrwanie się i zaglądnięcie w swoją najbliższą
przyszłość osłodziło mi jakoś pozycję przegranego.
Gra
trwała trzy godziny. Chłopcy byli tak podnieceni, że chcieli od razu
grać ponownie. Zbliżała się jedenasta wieczorem i perspektywa siedzenia
do drugiej lub trzeciej w nocy nie bardzo nam z żoną odpowiadała.
Chłopaków wysłaliśmy do łazienki, a sami z psem poszliśmy na spacer. Na
tym godzinnym spacerze był tylko jeden temat: nasza wieczorna gra w
Cashflow. Po kolei odtwarzaliśmy z pamięci swoje ruchy w grze,
komentowaliśmy podejmowane decyzje, nasze reakcje na własną sytuację w
grze i na decyzje innych graczy. Cieszyliśmy się, że obaj synowie za
pierwszym razem wyszli z „wyścigu szczurów”, a jednemu z nich udało się
wygrać.
Analizując
swoje zachowanie, doszedłem do wniosku, że zgubił mnie brak skromności
i choć miałem wypracowaną najlepszą pozycję, zaprzepaściłem szansę
wygrania. Przeanalizowałem też inne swoje zachowania w grze i
zauważyłem, że w życiu prywatnym i w biznesie, w podobnych sytuacjach,
postępuję podobnie jak w grze. Od momentu nabycia gry graliśmy już pięć
razy. Za każdym razem odkrywamy w grze - a co ważniejsze - i w sobie,
nowe cechy, których dotychczas nie dostrzegaliśmy. Cashflow pozwala nam
przenosić te spostrzeżenia na prawdziwe życie i robić stosowne korekty,
nie płacąc popełnianiem błędów, które mogą drogo kosztować,
szczególnie, gdy są to decyzje związane z pieniędzmi i podejmowane w
biznesie. Młodym ludziom zaś Cashflow pozwala uzmysłowić sobie takie
rzeczy, które normalnie są uznawane przez nich za czcze gadanie
starszych (uwaga młodszego syna, że posiadanie dzieci jest kosztowne).
Zastanawiam
się, na czym polega unikalność Cashflow. Jak to jest, że ta gra potrafi
wyraźnie ukazać nam nasze cechy i jeśli chcemy tego, nauczyć nas nowego
patrzenia na wszystko, nawet na to, co już uznaliśmy za opanowane w stu
procentach? Na czym polega magia Cashflow, która sprawia, że grając na
planszy, odzwierciedlamy rzeczywistość naszego życia? Myślę, że to
wszystko, co zauważamy w grze, a co dotyczy nas lub współgraczy,
istniało i istnieje w nas. Wiele rzeczy nas zaskakuje, ponieważ
dotychczas nie byliśmy ich świadomi lub po prostu nie zauważaliśmy ich,
gdyż obserwowaliśmy swoje życie nie dość bacznie. Gra działa jak wizyta
u psychoterapeuty. Grając otwieramy swoją podświadomość i dzięki temu
dostrzegamy to, czego na co dzień nie potrafimy dostrzec. Dodatkową
zaletą gry jest to, że scala ona życie rodzinne. Nie siedzimy przed
telewizorem jak niemowy, tylko znów jesteśmy razem, znów możemy być
blisko siebie, znów potrafimy być szczerzy, prawdziwi i dobrzy dla
siebie.

Dostań się na szybki
tor
Spełnij swoje marzenia
–
Wiesz co, Alu? Myślę, że Kamil dosyć szybko w swoim życiu znajdzie się
na szybkim torze, tak, jak to robi w grze.
– Co to znaczy „na szybkim torze”?
– Ach tak, ty jeszcze nie grałaś w Cashflow. Na szybki tor
wchodzi ten, kto wydostaje się z wyścigu szczurów.
– Z wyścigu szczurów? Wyjaśnij mi, o co chodzi.
– Tak Robert Kiyosaki nazywa pierwszą część gry, w której
gracz ma ograniczone przychody i spore koszty, bo spłaca dom, samochód,
kredyty… Ciągle goni za pieniędzmi, aby dać sobie jakoś radę, ale też
ciągle ma duże wydatki. Gra nie jest czystą abstrakcją, jest symulacją
tego, co dzieje się w życiu, gdzie większość ludzi tkwi w finansowej
szamotaninie zwanej wyścigiem szczurów.
– Tego, co dzieje się w życiu… ale w jakich realiach, w
jakiej kulturze?
– W realiach amerykańskich. Robert Kiyosaki żyje w Stanach
Zjednoczonych.
– Przecież tam ludziom dobrze się powodzi. Są bogaci,
dobrze żyją.
– Tak nam się tylko wydaje. Gdy się bliżej temu
przyjrzymy, zobaczymy, że zdecydowana większość mieszkańców USA jest
zadłużona po uszy i żyje w ciągłym strachu: co będzie, jak stracę pracę
i nie będę mógł spłacać tych wszystkich kredytów, które zaciągnąłem.
Według danych statystycznych przeciętny Amerykanin jest zadłużony na
sumę pięćdziesiąt razy większą (w przeliczeniu na złotówki) niż
przeciętny Polak.
– To nie do wiary!
– Ale tak jest.
– Teraz naokoło banki i różne firmy pożyczkowe tak kuszą
kredytami, że pewnie i u nas ta tendencja do zadłużania się będzie
narastać. Czy można ustrzec się przed popadnięciem w wyścig szczurów?
Albo nauczyć się, jak można się z niego wydostać?
– Oczywiście! Tego właśnie uczy Robert Kiyosaki. Sam się
wydostał, więc wie, jak to zrobić. Jest milionerem. Uczy tego, co
nazywa inteligencją finansową, na różne sposoby. Najbardziej
atrakcyjnym i przemawiającym do wyobraźni sposobem tej edukacji jest
właśnie gra w Cashflow. Ona wciąga. Kamil z Michałem przed wyjazdem na
obóz grali cały dzień i pół nocy. A potem Kamil zapytał, czy może wziąć
grę na obóz nad morze.
– Pozwoliłeś mu? Widziałam, że jest dużo drobnych
elementów – banknotów, żetonów, tekturowych karteczek…
– Spisaliśmy dokładnie wszystko. Zobowiązał się, że nie
zginie ani jedna karteczka. Kamil jest zafascynowany grą. Michał
zresztą też. Wiesz, co Kamil powiedział? Że on teraz już widzi, kto z
jego koleżanek i kolegów z gimnazjum popadnie w życiu w wyścig
szczurów. Widzi ich drogę: studia, kolejne szczeble kariery zawodowej i
praca przez całe życie nie dla siebie, lecz dla właściciela firmy, na
podatki i dla banku. Pierwszy krok Kamila w kierunku niezależności
finansowej i „szybkiego toru” - to wybór właściwego liceum. Właściwego,
to znaczy o wysokim poziomie, lecz pozostawiającego uczniowi pewien
margines swobody i wolnego czasu. Ten wolny czas Kamil chce przeznaczyć
na rozwijanie swoich zainteresowań, między innymi na edukację
finansową, której szkoła nie daje.
– Ciebie też ta gra tak wciągnęła?
– Tak! Pamiętasz, jak graliśmy wtedy z Kamilem w ogródku?
Wylosowałem zawód lekarza, miałem dość wysokie dochody i szybko udało
mi się wejść na szybki tor. Byłem wtedy niesamowicie podekscytowany.
Czułem, jak rosną mi skrzydła.
– Co to jest właściwie ten szybki tor? Wciąż jeszcze mi
tego nie wyjaśniłeś.
– Na szybki tor w grze wchodzi się wtedy, gdy osiągnie się
miesięczny przychód pasywny większy od miesięcznych kosztów.
– Proszę o bliższe wyjaśnienie.
– Każdy gracz, w zależności od karty z zawodem, jaką
wylosował, ma jakieś miesięczne koszty, określone w grze dokładnie w
dolarach. Koszty zmieniają się w trakcie gry, bo graczowi na przykład
rodzi się dziecko, zaciąga kredyty itp. Równocześnie gracz ma
przychody, które też się zmieniają. W ogóle wszystko przez cały czas
się zmienia, coś się kupuje, sprzedaje, to wszystko notuje się na dużym
formularzu. Każdy gracz ma jakiś zawód, na przykład lekarza, inżyniera,
pielęgniarki, kierowcy. I z pracy w tym zawodzie ma przychody. Ale
Robert Kiyosaki – poprzez odpowiednie ustawienie zasad i bodźców w grze
– namawia nas do tworzenia przychodu pasywnego. Jest to taki przychód,
że nic nie robisz, a pieniądze do ciebie przychodzą. Dlaczego? Dlatego,
że pieniądze same pracują na ciebie.
– Jak to wygląda w grze?
– Losujesz karteczki z napisem „Mała transakcja” lub jeśli
masz więcej gotówki - „Wielka transakcja”. Kupujesz akcje, udziały w
funduszach inwestycyjnych, nieruchomości. Na karteczkach jest
określone, jaki masz z tego miesięczny przychód pasywny. Gdy suma
przychodu pasywnego z różnych źródeł przekroczy twoje miesięczne
koszty, wchodzisz na szybki tor. Masz wtedy duże pieniądze, stać cię na
korzystanie ze świetnych okazji, jakie ci się trafiają – zakup dużych
nieruchomości, firm przynoszących duże dochody.
– Poznaje się różne pojęcia związane z finansami i
biznesem...
– Tak. Ale najważniejsze jest co innego. Pojęć można
nauczyć się z książek. A gra działa na emocje, na wyobraźnię. Człowiek
jest przede wszystkim istotą emocjonalną, dopiero potem racjonalną. W
grze czujesz, jak to jest wspaniale żyć pełnią życia, inwestować,
zdobywać coraz większe pieniądze, osiągać swoje cele, spełniać
marzenia.
– Wiesz co? To jest chyba tak, jak na kursie prawa jazdy.
Na wykładach poznajesz przepisy, zasady ruchu drogowego, ale dopiero,
jak wsiądziesz do samochodu, czujesz całą rozkosz bycia kierowcą.
– Tak! I jedziesz z instruktorem, który zapewnia ci
bezpieczeństwo. Podobnie jest w Cashflow. To symulowana jazda
wspaniałym pojazdem biznesu. Czujesz się tak, jakbyś naprawdę
inwestowała i zarabiała, a równocześnie nie ma niebezpieczeństwa, że
boleśnie zbankrutujesz, jak w prawdziwym biznesie. Wspaniała zabawa, w
której uczysz się tego, co potem możesz wykorzystać w życiu.
– A więc Robert Kiyosaki uczy, jak zostać biznesmenem?
– Niekoniecznie. Wiadomo, że nie wszyscy mają
predyspozycje do prowadzenia własnych firm. Kiyosaki namawia cię –
poprzez grę – abyś miała, niezależnie od pracy u kogoś, swój biznes.
Ten biznes to niekonieczne własna firma. To może być posiadanie
nieruchomości, akcji, udziałów w funduszach inwestycyjnych. To są twoje
biznesy – cokolwiek, co sprawia, że twoje pieniądze pracują na ciebie.
Same! Gdy masz już kilka biznesów, nie kiwasz nawet palcem w bucie, a
pieniądze wpływają na twoje konto.
– To wspaniale! Ja też tak chcę! Chcę mieć swoje biznesy!
To wszystko wydaje się takie proste. Czemu tylu ludzi nie ma biznesów,
nie ma żadnych oszczędności, a ma tylko długi?
– Gdyby to było takie proste, wszyscy byliby milionerami.
A w życiu jest tak: młody człowiek po szkole zaczyna zarabiać, zakłada
rodzinę, potrzeby rosną, człowiek ma coraz większe wydatki. Stara się
zarabiać więcej, awansuje. Ale wtedy natychmiast zaczyna więcej
wydawać. Wpada w błędne koło. Działa według wzorca: mam więcej
pieniędzy, więc więcej wydaję. Nie inwestuję, a co gorsza – zadłużam
się w bankach. I to jest właśnie wyścig szczurów. Błędne koło gonienia
za pieniądzem, wydawania i zadłużania się. Gra uczy innego wzorca: nie
wydawaj wszystkiego, co masz - oszczędzaj, inwestuj, pomnażaj swój
przychód pasywny.
– Rzeczywiście, jak oni tak godzinami siedzą nad tą grą,
pewnie zdobywają dużo umiejętności.
– Tak. Uczą się podejmować decyzje (Kupić osiedle domków
jednorodzinnych, czy nie? Wydać gotówkę na „małe transakcje”, czy
gromadzić ją, aby wejść w „wielkie transakcje”? Sprzedać akcje czy
trzymać je?). Uczą się negocjowania (w grze jest możliwość sprzedawania
transakcji innym graczom po cenie ustalonej w trakcie negocjacji). Uczą
się kalkulowania, przewidywania opłacalności, oceniania ryzyka.
Nabywają przede wszystkim pewnej mentalności - takiej, która pozwala
wydostać się z błędnego koła, wejść na szybki tor i spełniać swoje
marzenia. Najpierw w grze, potem w życiu.
Na dorobek autora składa się kilka pozycji książkowych dotyczących
edukacji ekonomicznej i interpersonalnej oraz etyki w biznesie, sztuki
negocjacji, skutecznych metod uczenia się itp. Jego podręczniki do
nauczania przedsiębiorczości w szkołach średnich zostały uznane przez
magazyn „Profit” za najlepsze.
|